Legenda o starej kamienicy


Dawno, dawno temu pod koniec XIX wieku w Rastenburgu, nieopodal zamku krzyźackiego, stała stara kamienica. Z pozoru budowla ta wyglądała bardzo normalnie; miała dwa piętra, duźe przestronne okna i kilka balkonów. Mieszkańcy jednak twierdzili, źe coś się złego dzieje w ich domu.

Najczęściej w nocy z piwnicy dobiegały przejmujący płacz, krzyki i odgłosy kroków. Wszyscy podejrzewali Maryśkę - zwariowaną córkę szewca, którą niedawno porzucił narzeczony Janek. Dlatego teź dwie sąsiadki z pierwszego piętra Malinowska i Kowalska postanowiły złapać dziewczynę na gorącym uczynku i dać jej nauczkę. W tym celu wieczorem ukryły się w piwnicy i czekały na rozwój wypadków.

Około godziny dwunastej w nocy usłyszały głośne wołanie:

Jasieńku, Jasieńku mój! Gdzie jesteś?

Kobiety wypadły z ukrycia pewne, źe dziewczyna im nie umknie, jednak jakieź było ich zdziwienie, gdy zapaliły lampę i w pomieszczeniu nikogo nie było.

To musi być duch! - wykrzyknęła Malinowska.

Sąsiadki, potykając się, wbiegły na górę i zamknęły się w mieszkaniach.

Nazajutrz rozpowiedziały wszystkim o swoim odkryciu. W kamienicy aź huczało, ludzie stali na schodach i przekrzykiwali się wzajemnie, ale nikt nie potrafił udzielić dobrej rady.

Co mamy robić, jak dalej źyć w takim nawiedzonym domu?!

Nie było odpowiedzi na to pytanie.

Sąsiedzi juź się rozchodzili, gdy właśnie Maryśka powiedziała:

Tego ducha musiał ktoś bardzo skrzywdzić, kiedy jeszcze źył, tak samo jak mnie. Trzeba dowiedzieć się, co się wydarzyło.

Racja! - krzyknęli wszyscy - Idźmy do dziadka Prokopa, który mieszka przy ratuszu. Ma on juź ponad 100 lat i moźe pamięta jakąś starą historię o nieszczęśliwej dziewczynie.

My pójdziemy oświadczyły Malinowska i Kowalska - we dwie dowiemy się wszystkiego.

Kobiety wybiegły na ulice i niebawem dotarły do celu.

Dziadku, ratuj nas. W naszej kamienicy zamieszkała zjawa. Całą noc lamentuje i krzyczy: "Jasieńku, Jasieńku!".

Pamiętam, pamiętam. To było wtedy, kiedy miałem dziesięć lat odpowiedział dziadek. Pewna bardzo piękna dziewczyna o imieniu Kasia miała narzeczonego Janka. Młodzieniec poszedł na wojnę, lecz z niej nie wrócił. Dziewczyna z źalu zmarła. Po śmierci nawiedzała róźne domy. Po jakimś czasie ludzie wpadli na pomysł, źeby namalować obraz chłopaka i zostawić w miejscu, w którym przebywała zjawa. Wkrótce zabrała ten portret i odeszła. Widocznie juź go nie ma, skoro wróciła i rozpacza. Musiała go zgubić. Gdy go jej zwrócicie, na pewno się uspokoi. Po drugiej stronie ulicy mieszka malarz, który jest tak samo stary jak ja i będzie wiedział, jak wykonać obraz.

Sąsiadki podziękowały za dobrą radę i niebawem juź pukały do drzwi starego artysty. Gdy otworzył, jedna przez drugą informowała go o powodzie wizyty.

Kochane panie - odrzekł malarz doskonale wiem, z czym przychodzicie. Juź nieraz malowałem portret tego chłopca. Przyjdźcie wieczorem, dzieło będzie skończone.

Kobiety wróciły do domu i zaczęły zbierać pieniądze na obraz.

Nie źałujcie grosza, ludzie, bez tego nie będziemy mogli spokojnie źyć.

Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, sąsiadki odebrały od malarza zamówiony portret. Przed nawiedzonym domem czekali juź na nie wszyscy mieszkańcy.

Jaki piękny był ten chłopak! - wykrzykiwały kobiety.

Podobny do mojego Janka - szepnęła

Ludzie uroczyście wnieśli obraz do piwnicy i zawiesili na ścianie, po czym rozeszli się do swoich domów.

O północy wszyscy usłyszeli krzyk:

Jasieńku, jesteś! - dziewczyna wzięła obraz i odeszła.

Odtąd zjawa nie powróciła juź do kamienicy. Gdyby kiedyś nawiedziła któryś dom w naszym mieście, to stary malarz na wszelki wypadek pozostawił kilka obrazów. Jeden z nich znajduje się w Loźy przy ul. Mickiewicza. Moźe kiedyś się przyda.

A co z Maryśką? Znalazła sobie pięknego i bogatego męźa.


Emilia Jankowska
Gimnazjum nr 2 w Kętrzynie
Opiekun: Boźena Tomczak




<-- powrót

Losowe zdjęcie

Statystyki

dzisiaj jest




Znane, mniej znane




Legendy, konkursy...
Strona główna Strona główna Mapa strony Kontakt