Legenda o Gustebaldzie


LEGENDA O GUSTEBALDZIE

Był słoneczny majowy dzień. Piękna królewna Gustebalda wraz ze swymi dwórkami wyszła nad Łynę. Dziewczęta, odurzone przecudnym zapachem polnych roślin, siadły na niewielkim wzniesieniu i zachwycały się róźnokolorowymi kwiatami, które obficie porastały brzeg rzeki. Zaczęły je zrywać i wić z nich wianki. Następnie gotowe barwne pierścienie rzucały do wody, śpiewając przy tym wesołe piosenki.

W pewnej chwili Gustebalda spojrzała na rzekę i zauwaźyła, źe ku brzegowi płynie zdyszana złota rybka, a za nią podąźa z rozwartą paszczą duźy szczupak. Uciekinierkę dzieliły od napastnika zaledwie dwie fale. Królewna, nie namyślając się ani chwili, rzuciła swój wianek pomiędzy ryby. Spłoszony szczupak odskoczył w bok, a złota rybka dopłynęła bezpiecznie do stóp pięknej królewny. Ta schyliła się, wzięła ją delikatnie w dłonie i rzekła:

- Rybko moja złota, nic ci się nie stało?
- Witaj, jestem córką króla ryb i dzięki tobie mogę spokojnie wrócić do domu. Dziękuję ci za ocalenie - to powiedziawszy, wskoczyła zwinnie do wody i odpłynęła do swojego podwodnego pałacu.

Tam król ryb, zaniepokojony długą nieobecnością ukochanej córki, chodził zdenerwowany w tę i z powrotem. Gdy ją wreszcie ujrzał, zmierzył surowym wzrokiem. Juź chciał coś powiedzieć, ale poczuł jakiś dziwny zapach i zadrźał cały ze zgrozy.

- Mów, co się stało?! Czuję zapach człowieka! Czy trafiłaś do niewoli?!
- Ojcze - odezwała się cicho rybka. - Nie gniewaj się. Gdy wracałam do domu, spotkałam okropnego szczupaka, który chciał mnie poźreć. Jedynym ratunkiem był brzeg, na którym siedziała piękna Gustebalda. To ona właśnie odstraszyła mego prześladowcę i ocaliła mnie od nieuchronnej śmierci.

Rybi król zadumał się, a potem rzekł:
- Muszę ukarać szczupaka - i krzyknął do swoich poddanych: - Niech wszystkie ryby dołoźą wszelkich starań, by wyrzucić szczupaki z Łyny! W moim królestwie musi zapanować pokój!

Jak powiedział, tak się teź wkrótce stało.

Pewnego dnia władca przypomniał sobie, komu zawdzięcza ocalenie córki. Wezwał źabę:
- Idź do Gustebaldy i powiedz jej, źe dziś wieczorem oczekuję jej nad brzegiem rzeki, w miejscu, gdzie uratowała złotą rybkę.

O zmierzchu nad brzegiem Łyny zjawiła się piękna królewna. Król spojrzał na nią uwaźnie i bez ogródek oznajmił:
- Proś, o co chcesz. Spełnię kaźde twoje źyczenie.

Gustebalda usiadła na wzniesieniu i zamyśliła się. Po krótkiej chwili odparła:
- W naszych pięknych lasach słyszę szum drzew i odgłosy zwierząt, słyszę śpiew wielu ptaków, ale nie rozumiem ich mowy. Nie wiem, co chcą przekazać źółtodzioby kos czy malutki rudzik, jakie wieści głosi puszczyk, o czym skrzeczy hałaśliwa sroka. W naszych mazurskich rzekach i jeziorach słyszę plusk, lecz nie wiem, co on oznacza. Słyszę fale - są bardzo rozmowne, ale... Proszę, powiedz mi: zwiastują dobre wieści czy teź ostrzegają przed niebezpieczeństwem? Wiem, źe znasz tajemniczy język przyrody. Naucz i mnie się nim posługiwać.

Zasmucił się stary król. Tego nie przewidział. Odezwał się cicho, akcentując kaźde słowo:
- Żądasz bardzo wiele. Taka mądrość to ogromne brzemię. Obawiam się, źe nie zdołasz go udźwignąć. Zastanów się dobrze. Dam ci to, o co prosisz. Danego słowa nie cofnę, ale przemyśl jeszcze raz swoje źyczenie.

Gustebalda milczała przez jakiś czas, aź wreszcie odezwała się. Jej głos był stanowczy i władczy:
- Rybi królu, chcę znać język przyrody!

Władca niechętnie podpłynął do brzegu i wypluł mały czarny kamień.
- Oto źródło mojej wiedzy i siły. Oddaję ci cząstkę siebie, ale pamiętaj, nikt nie moźe się o tym dowiedzieć. Jeśli zdradzisz komuś naszą tajemnicę, zamienisz się w kamień - ostrzegł i odpłynął.

Nazajutrz o wschodzie słońca królewna pobiegła do lasu, by posłuchać, o czym rozmawiają jego mieszkańcy.
- Jedzcie, moje biedactwa - powiedziała źałośnie niedźwiedzica, podając swym dzieciom plastry miodu - nasz koniec juź bliski.
Zdziwiona Gustebalda przykucnęła pod rozłoźystym dębem i przysłuchiwała się dalej. Z róźnych stron zaczęły docierać do niej coraz to straszliwsze wieści.
- Kuku! Kuku! - zawołała kukułka siedząca na gałązce - Tak, biada nam, biada.
- A słyszała pani, pani dobrodziejko - zagadnęła ją sroka - ludziom teź grozi zagłada. Bociany, które wróciły do nas z odległych krain, powiedziały, źe Prusom zagraźają ludy z zachodu. Przyjdą do nas i ogniem i mieczem zniszczą naszą ziemię i wszystko, co na niej źyje.
Zaniepokojone buki, jesiony, dęby i klony szumiały coraz głośniej, aby złe wiadomości dotarły do najdalszych zakątków Prus.
- Biedna nasza Łyna - usłyszała królewna głos fali - juź niedługo będzie w niej krwi, potu i łez więcej niź wody.
Przeraźona Gustebalda dobiegła do pałacu, aby opowiedzieć ojcu, co usłyszała w lesie, ale król roześmiał się tylko. Zrozpaczona zamknęła się w swojej komnacie i zaczęła zastanawiać się, co począć. Wiedziała, źe nikt jej nie uwierzy na słowo. Aby uratować swój lud, będzie musiała zdradzić tajemnicę.
- Trudno - zerwała się z fotela - widać, los tak chciał.

Na placu w samo południe zebrał się tłum poddanych. Wszyscy patrzyli z ciekawością na Gustebaldę.
- Zwołałam was tutaj, by podzielić się z wami proroczymi wieściami. Otóź dowiedziałam się, źe wkrótce nasze ziemie zostaną ograbione z wszelkich dóbr i spalone. Jedynym dla nas ratunkiem jest utrzymywanie dobrych stosunków z sąsiadującymi ludami. Wspólnymi siłami obronimy nasze granice i nie dopuścimy do najazdu obcych.
- Dlaczego mamy ci wierzyć? Dlaczego nas straszysz? - krzyczeli zaniepokojeni ludzie.
Gustebalda spoglądała na nich ze smutkiem.
- Jeśli wam powiem, skąd to wszystko wiem, zginę. Proszę, uwierzcie mi, dla naszego wspólnego dobra...
- Dość! - przerwał jej stary kowal. - Jeśli mamy uwierzyć w twoje proroctwa, musimy mieć dowód.
- A zatem niech się stanie - westchnęła królewna, otworzyła szeroko usta, wyjęła kamień i pokazała go zebranym. - Otrzymałam go od króla ryb. Ma niezwykłą moc. Dzięki niemu właśnie rozumiem mowę zwierząt, szum drzew i wód, od nich to dowiedziałam się, co nam gro... - w tym momencie jej ciało zaczęło drętwieć, nogi i ręce zesztywniały, Gustebalda poczuła cięźar na sercu i po chwili zamiast prześlicznej dziewczyny oczom tłumu ukazał się wielki szkarłatny kamień.

Tak oto Gustebalda poświęciła swe źycie dla dobra ukochanych poddanych. Jej kamienny wizerunek przetrwał burzliwe dzieje Prusów i dziś stoi spokojnie na bartoszyckiej Górze Zamkowej.

Opracowała Elźbieta Wąsik na podst. tekstu Zygmunta Kornowskiego




<-- powrót

Losowe zdjęcie

Statystyki

dzisiaj jest




Znane, mniej znane



Legendy, konkursy, bajki
Strona główna Strona główna Mapa strony Kontakt